O ZESPOLE by SelF Anno Domini 2012
![]() |
| DEFIL-ASTER |
Dawno,dawno temu w brudnym i szarym mieście Łodzi,za czasów systemu,który podobno był zły, w szkole podstawowej spotkało się dwóch kolegów. S. wyrzucono właśnie z klasy sportowej i z hukiem wylądował w klasie,w której uczył się A.. Okazało się, że obaj kochają Beatlesów. Potem jakiś wariat zastrzelił Johna Lennona,a inny wprowadził stan wojenny w Polsce.Czasy były ciężkie i właściwie zamiast gitary przydałby się karabin.Nie mieli ani tego, ani tego.Bawiło ich układanie tekstów dla nieistniejącego zespołu. Marzyli o tym, aby grać klasycznego rocka z inteligentnymi tekstami.Od pop rockowych piosenek do punk rocka..Potem kupili gitary,lecz zanim zagrali i zarejestrowali cokolwiek na zwykłych kasetach minęło kilka lat,głównie z powodu braku pieniędzy i sprzętu. Uzbrojeni w polskie gitary,,Malwa” oraz,,Aster” podłączone do magnetofonu szpulowego wyruszyli na prywatną wojnę z dźwiękiem,rejestrując przez mikrofon kilkanaście piosenek na pierwszą kasetę pt.,,Żyletki”.S.F wymyślił nazwę the Fame na przekór losowi,i tak zostało do tej pory.A.Z wciąż kocha grać na gitarze i śpiewać, a S.F wciąż lubi pisać teksty. Razem jako the Fame napisali już tyle
![]() |
| DEFIL-MALWA |
P.S :A czy ty zrobiłeś już coś dla rock and rolla ?
O ZESPOLE by Andrzej Vader vel EdGar Żelazny
W zasadzie zgadzam się z tym co Self napisał. Oprócz tego że: Nie miałem zielonego pojęcia, że on był w klasie sportowej... nawet nie wiedziałem, że taka była. Jakoś mi to umknęło, chyba w czasie robienia „kopciuchów” z saletry. I znowu to jego lądowanie, to nie był aż taki huk :D . Z tą miłością do Beatlesów to też było inaczej. Nie miałem jakichś sprecyzowanych gustów muzycznych. Podobała mi się melodia z Pszczółki Maji, twarze Kissów, na piórniku pisałem Pink Floyd... bo inni tak pisali. Aż w końcu kiedyś będąc u Self’a, usłyszałem Yellow Submarine Beatlesów i przepadłem. No i cóż... po prostu trzeba było mieć gitarę. Ale to Self miał najpierw „pudło” a potem elektrycznego Defila „Aster”. Gra na nim do tej pory. To może był 84’ albo 85’ rok? Coś koło tego. Bo ja kupiłem swoją gitarę dopiero w 1986 roku, na koniec szkoły średniej. Wybrałem po godzinnym patrzeniu na 3 gitary jakie były na półce (3 to był już wypas), Defila „Malwa”. Ponieważ rodzice nie zasponsorowali mi zakupu wzmacniacza, to był dobry wybór. Gitara typu pół – pudło. Można było grac akustycznie... a w perspektywie można było ja podłączyć do pieca. Ale ja jako domorosły konstruktor, postanowiłem ją podłączyć do szalonego jak na owe czasy, magnetofonu szpulowego Philipsa, odziedziczonego po bogatej ciotce, wraz z mikrofonem i szpulami. Miał on tyle gniazd wejściowych, ze w końcu metodą prób i błędów, udało się w jednym z nich odnaleźć sygnał i... gitara zagrała elektrycznie :D I tak w 1986 powstały pierwsze, niezdarne utwory. Niestety, z lat 86-88 nie zachowały się chyba żadne nagrania. Zostały tylko teksty i chwyty do nich. Ale tak jak napisał Self... cały czas toczyliśmy wojnę z dźwiękiem. I od 1989 z niewielkimi przerwami toczymy ją do dzisiaj. W tym właśnie roku nagraliśmy dwie kasety, na których znalazły się razem 23 utwory. Do tej pory nie wiemy która „płyta” była pierwsza. Może to „Żyletki”... a może „Trujące ogrody”? Mnie się wydaje, ze jednak „Trujące...” Ale czy to istotne? Z 1989 roku możecie posłuchać trzech utworów które znajdują się na Youtube, na kanale thefameunplugged. „Julia” i „Nie ma nic realnego” z LP „Żyletki” i „Miejski Park” z LP „Trujące Ogrody”. Oczywiście są to wersje akustyczne nagrane w latach 2011-2012. Co ciekawe, z 1989 roku zachowała się jeszcze trzecia kaseta, zatytułowana „Łubinowe Pola”. Znalazły się tam „odrzuty” z dwóch pierwszych taśm. I to raczej moje „odrzuty”. Gdyż byłem bardzo płodny w pisaniu bzdurnych kawałków. Ale i tam znalazły się piosenki które gram do tej pory. Między innymi „Dom”, „Czarny Welon” czy tytułowe „Łubinowe Pola”. Nasza współpraca spowodowała, że każdy z nas ma inną dyskografię The Fame :D Czemu? Nie wiem. A raczej wiem ale nie powiem. Do tych wymienionych przez Selfa, dodałbym jeszcze „The Fame Live” z 1990 r. nagraną faktycznie na żywo, z uczestnictwem obu szarpidrutów. Oraz „Yesień” z 1997 r. i „The Fame 5” z 1993 roku. Na kasetach zarejestrowane zostało około 100 utworów. Lepszych lub gorszych a czasami beznadziejnych :D. Staraliśmy się co roku nagrywać przynajmniej jedną kasetę. Udało się chyba do 1997 roku. Wtedy powstał LP. „Yesień”. Miał tylko siedem piosenek. Z dobrymi tekstami i z fajną muzyką. A potem... Potem świat zaczął się kręcić w różne strony. Robiliśmy różne rzeczy. Różne rzeczy nas dotykały. Ale muzyka była w nas. Po prawie jedenastu latach przerwy, w 2008 roku powstał album „EPI” który jest tylko moim wkładem w rozwój muzyki. Ale traktuję go jako „fejmowski”. Dlatego, że zapoczątkował powrót do wspólnego pisania piosenek. W 2010 zebraliśmy teksty i muzykę do przysłowiowej kupy, i w 2011 roku powstała „Blanchofobia”. Ze względu na użytą technikę i sprzęt... epokowy album :D. A teraz? Teraz jest 2012 rok. Powstaje nowa płyta. „W Waszym Imieniu”. Jak zwykle nie będzie to profesjonalne. Ale nigdy nie było :D. Się rozpisałem. Self nie będzie zadowolony. Że on tak krótko a ja tak długo. Ale czy to ma znaczenie skoro wspólne muzykowanie nas nadal zajebiście bawi :D.
P.S. : A czy ty zrobiłeś już coś dla rock and rolla ?

